Sylwester

Laskowski

Zawód? – „Wodzirej”

Zawód? – „Wodzirej”

Sylwester Laskowski

Napisała do mnie pewna pani i zadała dziewiętnaście pytań.

1. Jest pan założycielem zespołu weselnego, prowadzi pan bloga o pracy wodzireja, no i przede wszystkim aktywnie prowadzi wesela. Czy da się z tego wyżyć?

Myślę, że tak, niemniej w moim przypadku nie jest to jedyny zawód jaki wykonuję. Ukończyłem dwa kierunki studiów – Akademię Muzyczną oraz Politechnikę i dziś prócz prowadzenia własnej działalności gospodarczej w branży rozrywkowej pracuję również w Instytucie Łączności w Warszawie.

2. Jest pan zapraszany na wesela w całej Polsce. Czy są widoczne różnice w zabawie ludzi w górach i nad morzem? Regionalizmy dają jeszcze znać o sobie?

Trochę się to wszystko ujednoliciło, nie mniej nadal jako kurp z pochodzenia, a mazur z aktualnego miejsca zamieszkania, z pewnym respektem jadę prowadzić wesela na dalekim południu. 😉

Z jednej strony telewizja, internet, radio o zasięgu ogólnopolskim doprowadziły do sytuacji, że wszyscy znamy te same piosenki, to samo jest w danym czasie na „topie”, oglądamy te same programy rozrywkowe i w efekcie stajemy się do siebie coraz bardziej podobni. Nowoczesność staje się poniekąd synonimem „jednakowości”. Widać to zwłaszcza wśród ludzi młodszego pokolenia.

Z drugiej strony nadal w niektórych miejscach odnajduje się pewne mocno ugruntowane tradycje i zwyczaje, które czynią wesela w tych miejscach w jakiś sposób dla ludzi przyjezdnych oryginalnymi i nietypowymi. I zdaje się, że te zwyczaje i tradycje milsze są starszemu pokoleniu.

3. A różnice między wsią a miastem?

Ocena jest tu o tyle trudna, że wiele, a być może nawet większość wesel, które mam okazję prowadzić odbywa w mniejszych miejscowościach i to nawet wtedy, gdy nowożeńcy pochodzą z dużego miasta. Wynika to chyba głównie z dostępności i atrakcyjności lokali położonych poza miastem. Atrakcyjność ta kryje się w mojej ocenie głównie w intymności, którą lokale położone poza miastem zapewniają, a co w kontekście wesel jest cechą niezwykle pożądaną.

Myślę, że pewną różnicę pomiędzy wsią a miastem można zaobserwować w czasie przed weselnym. Do dziś na wsiach zaobserwować można zwyczaje takie jak przystrajanie ogrodzeń wokół domu panny młodej, czy tak zwane „bramki” zastawiane na drodze, którą jadą do ślubu, czy na wesele nowożeńcy, a czego w dużych miastach raczej się już nie spotyka.

Jeśli zaś w Pani pytaniu zawarte było poszukiwanie rwanych z płotów przysłowiowych sztachet na wiejskich weselach, to takiego doświadczenia nie posiadam. 😉

Myślę też, że granica pomiędzy kulturą, a jej brakiem przebiega innymi ścieżkami niż granica pomiędzy środowiskiem wiejskim i miejskim.

4. Czy często zdarzają się kłopotliwi goście i jakieś trudne sytuacje na weselach?

Często może nie, nie mniej faktycznie zdarzają się. Chyba niezmiennie królują tu dwa czynniki – fanatyczne umiłowanie muzyki Disco Polo i alkohol.

5. Muzyka Disco Polo jest problemem na weselach?

Problemem bywa zarówno muzyka Disco Polo, jak i jej brak. I w niektórych sytuacjach jest to w mojej ocenie problem nierozwiązywalny.

Aby to lepiej wyjaśnić przytoczę wyniki pewnej ankiety, którą swego czasu przeprowadzono na jedynym z dużych portali internetowych. Respondentom zadawano dwa pytania: „Jakiej muzyki słuchasz przede wszystkim?”, a następnie „Jakich rodzajów muzyki słuchasz jeszcze?”. Następnie uszeregowano to według kryterium szerokości upodobań muzycznych.

Okazało się, że osobami o najszerszych horyzontach muzycznych były osoby, które najchętniej słuchały jazzu. Oni to na pytanie czego słuchają jeszcze odpowiadali „wszystkiego”.

Osobami o najwęższych horyzontach muzycznych okazali się być ludzie, którzy przede wszystkim słuchają Disco Polo. Oni to na pytanie, czego słuchają jeszcze odpowiadali zwykle… „niczego”.

Wnioski z ankiety były proste: o ile muzyka jazzowa uwrażliwia i poszerza horyzonty upodobań muzycznych, o tyle muzyka Disco Polo działa w sposób odwrotny.

Poważny problem z muzyką Disco Polo na weselach pojawia się wówczas, gdy mamy do czynienia z jednej strony z ludźmi o szerszych upodobaniach muzycznych, a z drugiej z tymi, dla których Disco Polo jest muzyką najbardziej pożądaną, co de facto sprowadza się do tego – idąc po linii wniosków z przytoczonej ankiety – że jest to dla nich jedyna muzyka, jakiej pożądają. I za każdym razem, gdy grane jest coś innego, dla zagorzałych fanów Disco Polo jest to problem.

Z drugiej strony dla ludzi o szerszych horyzontach muzycznych problemem i to nie małym jest sytuacja, w której ta muzyka miałaby się stać dominującą, lub co gorsza jedyną.

Z muzyką Disco Polo na weselach jest jeszcze jeden problem. W większości przypadków teksty piosenek Disco Polo są całkowicie sprzeczne z treściami i przesłaniem, którym wesele powinno służyć. Ślub jest z natury swojej pochwałą wierności i wyłączności seksualnej, podczas gdy teksty Disco Polo wyjątkowo często idą radykalnie w inną stronę.

6. A czy Polacy potrafią się bawić bez alkoholu?

Znowu uproszczeniem byłoby powiedzieć tak, lub nie. Z jednej strony spotykamy się z ludźmi, dla których nie do pomyślenia jest, by na weselu miałoby alkoholu brakować. Z drugiej z powodzeniem organizuje się wesela, na których nie podaje się go wcale.

Bywają wesela, na których blok zabawy tanecznej rozpoczyna się od ustawienia solidnej kolejki do barmana. Bywają wesela, na których mimo woli Pary Młodej, by było ono bezalkoholowe, ktoś gdzieś ukradkiem się solidnie ulula, albo siedzi przy stole obrażony, bo jest zdania, że bez alkoholu bawić się nie da. Bywają wesela, gdzie mimo wszechobecnego alkoholu ma się odczucie, że granica stosowności nawet na moment nie została przekroczona. I bywają wesela, gdzie alkoholu nie ma wcale, a zabawa jest naprawdę przednia.

Ostatecznie bardzo złym świadectwem o człowieku byłaby jego nieumiejętność bawienia się bez alkoholu. Rodzimy się trzeźwi. Jako dzieci, jesteśmy trzeźwi. A jak wiadomo dzieci są mistrzami zabawy.

Coś istotnego gubi więc człowiek, który nabiera przekonania, że bez alkoholu bawić się nie da.

Myślę, że bardzo pozytywną rolę w uświadomieniu tego ostatecznie oczywistego faktu odegrały różnego rodzaju ruchy proabstynenckie. To za ich sprawą przestało być oczywiste, że na weselu pić trzeba i że odmowa picia miałaby być czymś niestosownym.

 

7. Czy Polacy lubią oczepiny? Walczymy zacięcie o muszkę i welon?

Chyba nie mniej często co zaciekłą walkę o muszkę widuję tę samą muszkę lądującą na ziemi, po którą ktoś ostatecznie niezbyt chętnie się schyla. Trzeba tu mieć na uwadze trzy kwestie.

Po pierwsze wiele osób nie lubi być w centrum uwagi, a z tym ostatecznie choćby na moment wiąże się bycie nowym panem młodym, czy nową panią młodą.

Po drugie, łapiąc welon czy muchę nie wiemy dokładnie, co nas czeka. Więcej, niejednokrotnie możemy się spodziewać, że osoba prowadząca zabawę postawi nas w sytuacji dla nas kłopotliwej, ośmieszającej, czy niesmacznej. W Internecie możemy znaleźć wystarczająco dużo dowodów na to, że takie sytuacje na weselach w dalszym ciągu się zdarzają.

Po trzecie wreszcie, osobom młodym chyba mniej już dziś spieszno do ślubu, niż to było w czasach, gdy tradycja rzucania welonem i muchą się rodziła.

Jeśli zaś chodzi o oczepiny, które sam definiuję nieco szerzej niż tylko moment wyboru nowej pary młodej, to spotykam zarówno pary, które tę część wesela bardzo lubią, jak i takie, które na swoim weselu mieć ich nie chcą.

Bywają też i takie pary, które mimo pierwotnej niechęci do oczepin, zmieniają zdanie na ich temat w chwili, gdy ktoś przedstawi im fajny, atrakcyjny, pogodny i zachowujący stosowny poziom scenariusz.

 

8. Czy Polacy są przesądni? Czy dalej czekają ze ślubem na miesiąc z literą „r”?

Nie ma już takiego miesiąca w którym nie prowadziłem wesela. Nie spotkałem też pary, która wybrała określony miesiąc, bo w jego nazwie znajduje się litera ‚r’. Najczęściej po prostu wybiera się ciepłe miesiące. Większość ludzi woli wziąć ślub w lipcu bez „r” niż w grudniu z „r”.

9. Czyli Wielki Post też wchodzi w grę?

Zasadniczo nie prowadzę imprez w Wielkim Poście. Nie ma też zbyt dużo zapytań o imprezy w tym okresie. Nie mniej zdażyło mi się raz prowadzić wesele w tym czasie. Omyłkowo, bez dokładnego sprawdzenia, czy termin wypada w okresie postu przyjąłem zlecenie. Gdy już byłem tego świadomy, podjąłem decyzję, że wywiążę się z zobowiązania.

10. Kto najczęściej planuje wesele. Kobiety czy mężczyźni?

Mam wrażenie, że w okresie poszukiwań bardziej aktywne są kobiety. Większość zapytań, telefonów, emaili otrzymuję właśnie od kobiet. Mężczyźni uaktywniają się zwykle dopiero na etapie podejmowania decyzji.

Klasycznym w korespondencji jest zdanie typu „muszę tę kwestię przedyskutować z narzeczonym”.

11. Skąd pan czerpie pomysły? Czy jest jakaś wodzirejska encyklopedia?

Myślę, że coś na kształt wodzirejskiej encyklopedii powoli się tworzy. Od wielu lat w różnych miejscach Polski odbywają się kursy dla wodzirejów. Bardzo dużo materiałów pomocnych w pracy wodzireja znaleźć można w Internecie. Inspiracje czerpać można również z telewizji, z programów rozrywkowych, kabaretów czy musicali.

Jest też dość sporo książek na temat animacji zabaw czy aktywnego sposobu spędzania czasu wolnego.

12. A czy zdarzyła się panu podczas imprezy jakaś bardzo zaskakująca czy zabawna sytuacja? Coś co często pan opowiada?

Powiem tu o dwóch rodzajach rzeczy.

Po pierwsze, co jakiś czas spotykam się z jakąś szczególnie ujmującą inicjatywą ze strony Pary Młodej. Może to być sposób, w jaki dziękują swoim rodzicom, sposób, w jaki przystroją salę weselną, czy też sposób w jaki zatańczą swój pierwszy taniec.

Z drugiej strony niezmiennie smakuje mi świadomość wagi wydarzeń, w jakich biorę udział – wydarzeń dla konkretnych ludzi przełomowych i bardzo poruszających emocjonalnie. I coraz częściej na weselach myślę o swoich własnych dzieciach. Myślę, nie tylko dlatego, że kolejny weekend spędzam bez nich, ale dlatego, że wesela bardzo mocno podkreślają wagę, piękno i znaczenie tych więzi.

Oczywiście nie opowiadam o tym często. I nie są to tak spektakularne sytuacje, jak złamanie podczas wyprzedzania dyszla w przyczepie zapakowanej po brzegi sprzętem w drodze na wesele, zapomnienie butów, spinek do koszuli i pasa do smokingu, czy wylądowanie w szpitalu w trakcie prowadzonego przez siebie wesela. Nie mniej będąc już na wodzirejskiej emeryturze myślę, że o nich będę przede wszystkim pamiętał.

13. A miał pan sytuację taką jak z „Testosteronu”? Że wesele się odbyło, tylko panny młodej brakowało…

Na szczęście nie. Choć zdarzało się oczywiście, że się pary po zaręczynach rozstawały i w efekcie ślub i wesele były odwoływane.

14. Jak pan patrzy na wesela teraz, a jakie było pana spojrzenie, gdy pan zaczynał pracować jako wodzirej?

Gdy podejmowałem decyzję, by zaangażować się w prowadzenie wesel, a wcześniej jeszcze, by jako muzyk zacząć grać na weselach, traktowałem wesela jako środek do pewnego celu. Na potrzeby innego projektu muzycznego potrzebowałem dobrego sprzętu i wesela miały mi ten zakup sfinansować. Nie przypuszczałem wówczas, że owo przedsięwzięcie nabierze takiego rozmachu, że same wesela przestaną być tylko środkiem, a staną się faktycznie celem i że tak istotna przemiana zajdzie we mnie samym.

Zacznę może od tej ostatniej kwestii.

Nigdy nie przypuszczałem, że mogę założyć własną firmę. Dziś daję pracę kilkunastu osobom. Proste prowadzenie wesel, bo faktycznie przy pewnych naturalnych predyspozycjach jest to proste, stało się dla mnie nośnikiem i sposobnością do rozwijania wielu umiejętności, które albo już wcześniej były moją pasją, albo jeszcze nie miały okazji nimi się stać, bo nie przypuszczałem, że są dla mnie osiągalne lub nie miałem okazji ich zasmakować.

Od chwili założenia grupa Double Wings gromadzi już nie tylko muzyków, ale również wodzirejów, dj’ów, fotografów i kamerzystów. I każda z tych ról leży również w obszarze mojego osobistego rozwoju.

Przez wiele lat broniłem się przed graniem na weselach. Odczuwałem to jako powód do wstydu dla człowieka z wyższym wykształceniem muzycznym. Dziś, mimo, że w wielu sytuacjach wymaga nieco dłuższego wyjaśnienia moje stwierdzenie „gram na weselach”, to wewnętrznie mam poczucie, że z jednostkowego punktu widzenia nie ma ważniejszego powodu do świętowania, niż decyzja oddania swojego życia w ręce drugiego człowieka.

Niebanalność wesel wynika z tego, że jest ono świętowaniem z bardzo niebanalnego powodu. Żywa świadomość tego faktu daje poczucie, że w tej branży służy się naprawdę niebanalnej sprawie.

15. Co to znaczy wygrać wesele? Co jest receptą na sukces?

W takim najbardziej chyba powszechnym rozumieniu sukces wesela mierzony jest jakością zabawy w jego trakcie. Dobre, fajne wesele to takie, na którym goście fajnie się bawili. Trzeba jednak mieć świadomość, że po pierwsze nie każdy musi takie kryterium sukcesu uznawać za najważniejsze, a jeśli już nawet, to w różny sposób może sobie wyobrażać ową fajną zabawę.

Pytając zatem o sukces wesela trzeba wcześniej zapytać z czyjej perspektywy dokonujemy oceny oraz jak została sformułowana miara sukcesu tego wesela.

Dla niektórych osób fajne wesele, to takie, na którym mogli sobie solidnie potańczyć. Dla innych wesele, na którym w miłej scenerii uroczego pleneru mogli sobie długo pogadać z osobami, których od wielu już lat nie widzieli.

W idealnej sytuacji najlepiej byłoby dawać każdemu z uczestników wesela to, czego on chce lub potrzebuje. Wspomniany wcześniej przykład muzyki Disco Polo pokazuje jednak, że nie zawsze jest to możliwe.

Kiedyś sformułowałem sobie taki 7 punktowy przepis na udane wesele dla nowożeńców.

  1. Po pierwsze trzeba zacząć od wielkiej wizji, wyobrazić sobie coś, o co naprawdę warto zabiegać.
  2. Po drugie nowożeńcy muszą przejąć stery w organizacji wesela, tak by faktycznie móc zrealizować to, co ich wielka wizja zawiera.
  3. Po trzecie trzeba wyznaczyć cel, który chce się osiągnąć, owo dominujące kryterium sukcesu.
  4. Po czwarte trzeba z uwagą przygotować scenariusz wesela, który będzie zmierzał do realizacji tego celu.
  5. Po piąte, należy zaprosić sprzymierzeńców, czyli gości, którzy ów cel podejmą, którzy w zaproponowaną przez nowożeńców „grę” będą chcieli grać.
  6. Po szóste, trzeba tak dobrać wszystkich zatrudnianych podwykonawców, by jak najlepiej wpisywali się w przyjętą wizję wesela i by skutecznie mogli realizować wyznaczony cel.
  7. I po siódme – już podczas wesela nowożeńcy powinni być obecni i zaangażowani, tak, by swoją własną postawą dawali przykład i potwierdzali kierunek, który obrany cel wyznacza.

16. A czy można zagwarantować, że wesele na pewno się uda?

Zagwarantować, że się uda nie można, nie mniej można złożyć wiarygodną obietnicę, że od początku do końca będzie się zabiegało o to, by wesele zakończyło się zwycięstwem.

Problem bowiem polega na tym, że spośród trzech kluczowych dla ostatecznego wyniku graczy – Pary Młodej, podwykonawców i zaproszonych gości – Ci ostatni zwykle nie są zapraszani do stołu rozmów przed weselem.

Goście przed weselem nie składają obietnicy, że będą się fajnie bawić. Oni raczej takiej fajnej zabawy oczekują. Oni też ostatecznie z racji na swoją liczebność najmocniej wpływają na ostateczny klimat wesela.

A ich wolna wola – dobra lub zła, upodobania lub antypatie, szerokie horyzonty lub ograniczenia i stereotypy niezmiennie pozostają źródłami niepewności i czynnikiem przesądzającym o ostatecznym wyniku weselnych zmagań.

17. Czy lokal, który wybieramy ma duże znaczenie?

Oczywiście tak. To czy lokal nam się podoba, czy klimatem dobrze wpisuje się w stylistykę naszego wesela, to jaką ma akustykę, jak rozmieszczona jest część taneczna względem części jadalnej, to ile pomieszczeń zostało udostępnione gościom, czy są miejsca noclegowe, czy jest wokół sali ładny plener, czy obsługa jest miła i sprawna, a właściciele elastyczni – to wszystko wpływa na całościowy klimat wesela.

18. A czy rodzice mocno wtrącają się w wybory młodych?

W większości przypadków, z którymi się spotykam mam wrażenie, że to para młoda trzyma w rękach stery organizacji swojego wesela. Często są to osoby, które się same utrzymują, bywa, że są również sponsorami swojego wesela.

Nie mniej zdarzały się i takie sytuacje, że zatrudniany byłem przez rodziców i od nich otrzymywałem wszystkie wskazówki odnośnie przebiegu wesela ich dzieci. Te zaś po raz pierwszy widziałem dopiero w dniu wesela.

19. Jakaś rada dla przyszłych małżonków odnośnie organizacji tej najważniejszej imprezy w życiu?

Myślę, że każda para chciałaby, aby ich wesele było oryginalne, niepowtarzalne, w jakimś sensie „inne”. I jest na to jeden bardzo prosty sposób: zróbcie coś od siebie, coś własnego, osobistego.

Wnieście w swoje własne wesele osobisty rys, osobistą nutę, własny odcisk palca. Nie oddelegowujcie wszystkiego w ręce profesjonalistów. Jeśli nawet bowiem zrobiliby to szybciej, dokładniej, lepiej, smaczniej, ładniej i jakkolwiek by jeszcze – to nigdy nie zrobią tego w taki sposób, w jaki zrobilibyście to Wy. Nie zrobią tego, bo nie są Wami. A to ostatecznie nie ich, tylko Wasze wesele i jak żadnych innych, właśnie Waszych śladów na nim potrzeba.

Z serdecznymi pozdrowieniami dla Nowożeńców! 🙂

– Sylwester Laskowski
Wodzirej Double Wings

Niebanalne Wesele

Kurs internetowy dla Nowożeńców

Niebanalne Wesele

Kurs internetowy dla Nowożeńców