Sylwester

Laskowski

Niepotrzebny na weselu wodzirej

Niepotrzebny na weselu wodzirej

Sylwester Laskowski

Ostatnie pytanie w poniedziałkowym programie „Pytanie na śniadanie” nie było skierowane do mnie, nie miałem więc możliwości na nie odpowiedzieć. Jego istota sprowadzała się do kwestii uzasadnienia wagi obecności wodzireja na weselu.

Jednym słowem dlaczego warto (a może powinno?) się go w ogóle zapraszać? Dlaczego DJ czy zespół muzyczny na weselu nie wystarczą?

Odpowiedź jaka wówczas padła podkreślała wagę energii, którą wodzirej może uczestnikom zabawy przekazać i którą faktycznie niejednokrotnie przekazuje (czy może raczej w nich ją roznieca). Korzystając z zakulisowej możliwości uzupełnię teraz tę odpowiedź o swoje osobiste przemyślenia w tym temacie.

Nie będę jednak powtarzał tego, co już wcześniej w tym temacie napisałem. Dziś skupię się na jednym, zasygnalizowanym jedynie w ostatnim z wymienionych artykułów wątku – sytuacji, gdy wodzirej na weselu nie jest potrzebny.

Na każdym weselu wodzirej jest niepotrzebny

Dla jasności uważam, że na każdym, dosłownie każdym weselu WODZIREJ NIE JEST POTRZEBNY! Strzeżcie się jak ognia wodzirejów, którzy twierdzą inaczej! Strzeżcie się, bo grozi Wam sytuacja, że będą udowadniali (rzecz jasna na Waszym weselu), że potrzebni są, zamieniając tym samym świętowanie Wasze i Waszych gości, w popisowy spektakl, za który bije się brawa jedynie przez grzeczność dla gospodarzy.

Na każdym weselu wodzirej nie jest potrzebny” – zauważ, jak inaczej brzmiałoby to zdanie, gdybym napisał „Na żadnym weselu wodzirej nie jest potrzebny”. W istocie nie przestałem uważać, że wodzirej może wnieść bardzo dużo praktycznie w każde wesele. Nie zmienia to jednak faktu, że radykalną większość czasu na tych samych weselach jest on niepotrzebny i najlepsze, co może zrobić, to usunąć się w cień, a przynajmniej w cień odsunąć swoją wodzirejską rolę.

Większość czasu na weselach, które ostatecznie oceniane są dobrze przebiega tak, że uczestnicy zabawy robią to, na co mają ochotę. Nikt im nic nie narzuca i nikt im w niczym nie przeszkadza. Są tam, gdzie chcą być i spędzają czas tak, jak chcą go spędzać. I to niezależnie od tego, czy na parkiecie jest ciasno i gorąco, czy też świecą tam od dłuższego czasu pustki.

Trudny sprawdzian dla każdego wodzireja

To jeden z trudniejszych sprawdzianów dla wodzirejów, a zwłaszcza wodzirejów, którzy mają poczucie, że dysponują dużym arsenałem środków i pomysłów. I jest to tym bardziej trudne im zdaniem wodzireja impreza ma się gorzej. Musi on jednak stale pamiętać, że jego zdanie i opinia na temat imprezy mają tu o wiele mniejsze znaczenie, niż zdanie i opinia Pary Młodej i zaproszonych przez nich gości.

Trudność ta staje się dla wodzireja naprawdę wyzwaniem, gdy ma odczucie, że prawie całe wesele przebiega właśnie w taki sposób.

Jeśli chcesz zachować… stracisz…

Znam dobrze ten cierpki smak: odczucie konieczności zachowania dystansu, wyraźnie robienie miejsca gościom, nie przeszkadzanie i nie narzucanie się, nawet jeśli ma się poczucie, że impreza nie kręci się za dobrze, że jest mocno rozproszona, bycie ze świadomością lub poczuciem, że z racji, że „nic się nie dzieje” i ty z tym nic nie robisz fotograf, kamerzysta, czy obsługa sali może cię źle oceniać (przecież tylu dobrych wodzirejów i tyle dobrych imprez widzieli już w swoim życiu!). A mimo to można w ostateczności przez Parę Młodą i gości być dobrze ocenionym (podobnie jak i cała impreza) właśnie za to, że nie przeszkadzałeś, że byłeś stale na drugim planie pozwalając rzeczom dziać się tak, jak tego chcą jej główni bohaterowie.

Cały czas jesteś gotowy, by coś zrobić, choć nie robisz tego, bo masz poczucie, że byłoby to niestosowne. Trochę jak „wodzirej z chustą klanza” zaproszony na prywatkę artystów, którzy lubią posiedzieć, pogadać, popić i trochę potańczyć przy mniej lub bardziej dobrej muzie. I w efekcie nie wyciągasz tej chusty, bo czujesz, że to nie ten klimat. Dla odmiany, z pewnego dystansu (bo nie jesteś jednym z nich, bo wiedzą i ty wiesz, że jesteś osobą wynajętą) wtórujesz im i ewentualnie od czasu do czasu coś tam lub kogoś tam zapowiadasz.

Paradoksalna droga do ludzkich serc

I nagle nad ranem orientujesz się, że cię lubią i nawet zapraszają do jedynego już stolika, byś się razem z nimi napił. A chwilę potem życzliwie i z sympatią przyjmują Twoją nie mniej życzliwą i sympatyczną odmowę.

A wszystko dlatego tylko, że dobrze spełniłeś swoją (bardzo skromnie tym razem określoną) funkcję. Że byłeś jak sól, której dodaje się tylko szczyptę i której jako takiej czuć się nie powinno. Że nie przesadziłeś, nie przeszkadzałeś, że Cię w dobrych momentach nie było, że po mistrzowsku wypełniłeś swoją trudną, w większości czasu nikomu niepotrzebną rolę bycia niezauważanym, nieobecnym na planie i nieingerujacym w ów lajtowy, siestowo-smooth-jazzowy, totalnie niewidowiskowy, niespektakularny i niemedialny klimat.

Z pozdrowieniami dla tych wszystkich, którym tak często byłem kompletnie niepotrzebny! 🙂

– Sylwek, Wodzirej Double Wings

Niebanalne Wesele

Kurs internetowy dla Nowożeńców

Niebanalne Wesele

Kurs internetowy dla Nowożeńców